Tatra Road Race – Peletonowicze startowali w Piekle !

1000 osób na starcie. Mocny wiatr, trochę deszczu, i ścianki gdzie nachylenie sięgało dwucyfrowych liczb. Tak wygladał najtrudniejszy w Polsce wyścig dla amatorów – Tatra Road Race, organizowany już po raz czwarty w stolicy Tatr. W Zakopanem, w Sobotę 14.07 prawie 1000 zawodników z całej Polski i kilku krajów Europy ruszyło do zmagań na dwóch dystansach. Hard ( 52 km /1450 Up ) oraz Hell ( 126 km/ 3300 Up ). Wśród nich trzech naszych reprezentantów. Na dystansie Hard wystartowali Paweł Mamacarczyk, Jan Smolec i Krzysztof Żebro. Dwójka naszych „górali” przyjechała na wyścig już dzień wcześniej by spokojnie się zaaklimatyzować, Janek dojechał wczesnym rankiem. Nasi zawodnicy osiągnęli dobre wyniki. Najlepiej poradził sobie Paweł, który nie krył zadowolenia na mecie

Dla Mnie były to chyba najważniejsze zawody sezonu. Rok temu skończyły się dla mnie fatalnie gdzie kask uratował mi życie… W tym roku mimo że czułem że nie byłem w najlepszej dyspozycji chciałem być w TOP 50 OPEN. Nie było kalkulacji tylko mocno od początku do końca i skończyło się nieźle czyli 36/550 OPEN i 9/190 w Kategorii M3. Czy mogło być lepiej? Myślę że mogło ale mogło też być gorzej więc nie ma co narzekać. Za rok wracam ale na dystans 120km. Ktoś zapyta czemu w tym roku nie jechałem dłuższego dystansu? Dlatego że chciałem zamknąć niedokończony rozdział z 2017 roku

W podobnych nastrojach na metę wjechał Krzysiek

Długo się przygotowywałem na ten wyścig, nawet z Pawłem nie dawno przyjechaliśmy tutaj specjalnie by zrobić Rekonesans tej trasy. Co jak się okazało bylo dziś bardzo pomocne. Jeszcze dzień przed wyścigiem sprawdziliśmy kilka odcinków by wiedzieć dokładnie co nas czeka. Jeśli chodzi o moją jazdę i wynik to pojechałem to na co mnie w tym momencie stać. Przy tak trudnym profilu trasy ciężko jest początkującemu amatorowi o jakiś super wynik. Moim celem była pierwsza setka w Openie i Top 50 w kategorii. Ostatecznie w Openie zająłem miejsce 121/485 a w kategorii 41/190. Czeka mnie jeszcze kilka lat pracy by liczyć się w walce o ścisłą czołówkę. Mysle ze pierwszą setke przegrałem na zjazdach. Nie mam jeszcze takiej techniki, i nie potrafię podjąć tak dużego ryzyka jak reszta. Dziś rano jak wstaliśmy z łóżek i zobaczyliśmy że pada deszcz, wieje mocny wiatr to chyba każdy miał tylko jedno w glowie, żeby tylko dojechać w jednym kawałku. Ostatecznie pogoda była łaskawa na czas wyścigu nieco się ustabilizować , dlatego do mety nie dojechało „tylko” kilkadziesiąt osób. Za rok chcialbym wystartować na dystansie Hell, Reasumując myślę że było to fajne podsumowanie mojego pierwszego roku jazdy na rowerze. 

Przedstawiciel najstarszej kategorii wiekowej w wyścigu Janek też fajnie sobie poradził

W moim wieku sukcesem jest dojechanie do mety w tak trudnym wyścigu. Udało mi się to, i jestem usatysfakcjonowany. Przyjechałem na metę jako 415/485 a w swojej kategorii jako 14/20. Jesli zdrowie pozwoli przyjadę tu znów za rok.Ogólnie bardzo fajna atmosfera i bardzo profesjonalna organizacja imprezy daje się odczuć na każdym kroku. Nie dziwię się że z roku na rok zawodników przybywa coraz więcej. 

Dodaj komentarz